Przedwyborcza niespodzianka w Kambodży - lider opozycji wraca do kraju na tydzień przed wyborami

Sam Rainsy wita swoich zwolenników na Międzynarodowym Lotnisku w Phnom Penh
Sam Rainsy wita swoich zwolenników na Międzynarodowym Lotnisku w Phnom Penh fot. Marta Kasztelan
19 lipca Kambodżański lider opozycji Sam Rainsy wrócił do swojej ojczyzny po czteroletniej nieobecności. Rainsy mieszka we Francji, dokąd uciekł w 2009 roku, by uniknąć kary pozbawienia wolności. W 2010 polityk został skazany zaocznie na ponad dziesięć lat więzienia za rzekome przestawianie oznaczeń granicznych między Kambodżą a Wietnamem oraz produkowanie map stwierdzających terytorialną grabież ze strony Wietnamu. Sam twierdzi, ze jego wyrok był motywowany politycznie.

Lider Narodowej Partii Ratowania Kambodży (Cambodia National Rescue Party, CNRP) zdecydował się na powrót by wzmocnić pozycje swojej partii w wyborach do Zgromadzenia Narodowego (odpowiednik Sejmu). Rainsy uważa również, iż swoją osobą zwróci uwagę międzynarodowych mediów na sytuacje w kraju i tym samym zwiększy szanse na wolne i uczciwe wybory. Mieszkańcy tego 14-sto milionowego państwa udadzą się do urn wyborczych już w tą niedziele, 28 lipca. Od 1997 roku krajem nieprzerwanie rządzi Kambodżańska Partia Ludowa (Kanakpak Pracheachun Kâmpuchéa, KPK), z premierem Hun Sen’em jako wiceprzewodniczącym.



KPK od lat oskarżana jest przez organizacje monitoujące sytuacje w Kambodży o korupcje oraz notoryczne łamanie praw człowieka. W swoim Raporcie o Stanie Świata organizacja Human Rights Watch twierdzi, że odnotowany w 2012 roku wzrost arbitralnych zatrzymań oraz przemocy ze strony służb bezpieczeństwa wobec osób krytykujących rządy Hun Sen‘a bądź protestujących przeciwko grabieżom ziemi oraz przymusowym przesiedleniom (które są tu na porządku dziennym), są wynikiem zbliżających się wyborów.

Początkowo zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy Rains’iego byli zgodni co do jednego: to miał być trudny powrót. Jeszcze kilkanaście dni temu na stronie internetowej Komendy Głównej Policji rzecznik prasowy twierdził, że policja aresztuje go przy pierwszej okazji. W nieoczekiwanym zwrocie akcji sytuacja przywódcy CNRP zmieniła się 12 lipca, kiedy to został on ułaskawiony przez króla Norodom‘a Sihamoni‘ego, tym samym zapewniając sobie w miarę bezpieczny pobyt w Kambodży.

Według Associated Press oprócz Rains’iego również premier Hun Sen napisał list to króla z prośbą o ułaskawienie dla politycznego przeciwnika. Premier miał prosić o ułaskawienie “w duchu narodowego pojednania, jedności narodowej tak by zapewnić, że proces wyborczy jest prowadzony zgodnie z zasadami demokracji, wolności i pluralizmu.”

Planowy przylot, dziewiąta rano


Na lotnisko wyjeżdżam po szóstej rano, żeby nie utknąć w korkach i nie przegapić wielkiego przyjazdu. Po drodze mijam sznury zmotoryzowanych młodych ludzi z flagami CNRP. Pytam się jak dojechać na lotnisko – jestem na skuterze. “Właśnie tam jadę, dziś przyjeżdża Sam Rainsy, jedźcie za mną,“ odpowiada wyraźnie zadowolony mężczyzna w czapce z logiem Narodowej Partii Ratowania Kambodży.

O siódmej rano na lotnisku jest może dwieście osób. Dwie godziny później ponad 100 tysięcy wita lidera opozycji. Krótko po dziewiątej, Rainsy pojawia się przy głównej bramie lotniska, gdzie odbywa się błyskawiczna konferencja prasowa. “Wierzę, że CNRP wygra te wybory…I obiecuje, że uratujemy ten kraj…Jestem taki szczęśliwy, że mogę tu być,“ oznajmia.

Jego wystąpieniu towarzyszą okrzyki radości i uwielbienia godne bardziej gwiazdy rocka niż polityka. “Numer siedem, numer siedem!!“ krzyczy tłum. To właśnie numer jaki CNRP przyznano na liście wyborczej. W kraju, w którym publiczne obnoszenie się z poparciem opozycji często wiąże się z represją ze strony władz, taki widok to rzadkość.

Zaraz po konferencji prasowej Rainsy rusza w kierunku centrum miasta. A wraz z nim udaje się cała rzesza jego zwolenników. W rezultacie, Phnom Penh jest praktycznie nieprzejezdne przez co najmniej trzy godziny. I przez te kilka godzin naprawdę ma się wrażenie, że jest się w zupełnie innym kraju.

Na razie bez (wielkich) zmian


Następnego dnia wszystko wraca do normy. Większość lokalnych gazet, z wyjątkiem anglojęzycznych Phnom Penh Post i Cambodia Daily, nie wspomina słowem o powrocie Sam‘a Rains’iego do ojczyzny. Co jakiś czas ulicami przejeżdża grupa zdeklarowanych członków KPK, zachęcając do głosowania na ich partie. Czasem towarzyszy im furgonetka z ekranem, z którego do mieszkańców uśmiecha się premier Hun Sen, orzący pole.

Według komentatorów zaskoczenia nie będzie. KPK po raz kolejny wygra wybory, co sprawi, że Hun Sen będzie najdłużej urzędującym premierem na świecie. Sen objął to stanowisko w 1985, długo przed zawarciem porozumienia o pokoju, które miało miejsce w 1991 roku. W czerwcu 60-letni Hun Sen oznajmił, że zamierza pozostać u władzy co najmniej do 90-tego roku życia.

Ale Sam Rainsy nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. 21 lipca polityk wysłał list do Narodowego Komitetu Wyborczego (National Election Committee, NEC) z prośbą o dodanie jego nazwiska do list wyborczych. Ku rozczarowaniu CNRP, jego prośba została odrzucona. “NEC chciałaby oznajmić jego Ekscelencji [Sam Rains‘iemu], że po otrzymaniu jego propozycji, NEC rozważyła dodanie [Rains’iego] do listy wyborczej…NEC nie może tego zrobić zgodnie z duchem prawa,“ czytamy w liście Komitetu.

Przedstawiciele opozycji oraz obserwatorzy wyborów kwestionują konserwatywną interpretację obowiązującego prawa w tej kwestii. Rzecznik prasowy CNRP, Yim Sovann, przedwczoraj wysłał list ze sprzeciwem do przewodniczącego Narodowego Zgromadzenia, Heng‘a Samrin’a. “Odmowa NEC jest motywowana politycznie; wszyscy na świecie i w kraju to wiedzą,“

Z Rains’im na listach wyborczych czy też nie, dla wielu już sama obecność lidera CNRP w kraju to mile widziana niespodzianka. Jeszcze większe zdziwienie wywołały chyba tylko liczby jego oficjalnych zwolenników. I mimo, że opozycja prawdopodobnie nie wygra tych wyborów, wydarzenia ostatnich tygodni sugerują, że prędzej czy później Kambodżę czekają duże zmiany.
Trwa ładowanie komentarzy...